Home / E-SPORT  / Rowerem 1000 km przez indyjskie Himalaje – 3 Etap

Rowerem 1000 km przez indyjskie Himalaje – 3 Etap

Rowerem 1000 km przez indyjskie Himalaje, robi się coraz zimniej i trudniej. Relacja z trzeciego etapu wyprawy Kross The Himalaya Marcin Korzonek, doświadczony obieżyświat i instruktor turystyki rowerowej, od czterech tygodni przemierza na dwóch kółkach indyjskie

Rowerem 1000 km przez indyjskie Himalaje, robi się coraz zimniej i trudniej. Relacja z trzeciego etapu wyprawy Kross The Himalaya

Marcin Korzonek, doświadczony obieżyświat i instruktor turystyki rowerowej, od czterech tygodni przemierza na dwóch kółkach indyjskie Himalaje.Chce przejechać słynną wysokogórską drogę Manali-Leh i pokonać 5 najwyższych przełęczy świata. Wyprawa Kross The Himalaya 2018 należy do najtrudniejszych w jego całej karierze. Teraz odpoczywa w mieście Leh i szykuje się do najcięższego odcinka.

Khardong La to przełęcz która rozpala wyobraźnię wielu rowerzystów na świecie. Stanowi wręcz mekkę dla wszystkich, którzy chcą się sprawdzić w ekstremalnych warunkach. Jeszcze do niedawna była uważana za najwyższą drogową przełęcz świata o wysokości 5600m n.p.m. Ostatnio po dokonaniu dokładnych pomiarów okazało się, że ma „tylko” 5359m.

 

– Czterdziestokilometrowy podjazd o różnicy 2000metrów w pionie pokonuję w dwa dni. Rower objuczony sakwami, rozrzedzone powietrze i ostatnie 15kilometrów szutrowo-kamienistej drogi potrafią dać w kość. Wszystkie te trudy wynagradza piękny zjazd drogą, trawersującą zbocze doliny rzeki, która kończy się spotykając wielką dolinę Nubry. To tutaj, czyli w Hunder, znajdujesieminipustynia himalajska. To piękne, piaszczyste wydmy na których spotkamy nawet dwugarbne wielbłądy. Całość jest wielkości naszej Pustyni Błędowskiej – relacjonuje Marcin Korzonek.

 

Powrót z Doliny Nubry zaplanowałdrogą, wiodącą przez kolejną pięciotysięczną przełęcz – Chang La. Aby dostać się do jej podstawy musiałwe wsi Darbukpokonać ponad 100 km doliną rzeki Shyok. Miejscowi twierdzili, że jest tam płasko i to przyzwoita droga, ale 1000m przewyższeń udowodniło, że inaczej rozumieją pojęcie płaskiego terenu. Co więcej, okazał się, że trzy przeprawy przez rzeki przecinające kamienistą drogę niewiele mają wspólnego z dobrymi warunkami do jazdy. W dodatku wbrew deklaracjom miejscowych przez prawie 100 km nie było żadnego sklepu. Całe szczęście, że robotnicy drogowi poratowali polskiego podróżnika wodą, bo czekała go wizja kosztowania brunatnej wody z lodowcowego potoku.

 

– Ostatnią wioską w dolinie Nubry był Darbuk. To tam w lokalnej restauracyjce posiliłem się i ruszyłem na kilka widocznych w górze serpentyn, prowadzących na przełęcz Chang La na wysokości 5360m n.p.m. Po kilometrze zsiadam z roweru i sprawdzam, jak kręcą się koła, bo mam wrażenie jakby coś w rowerze nie grało. Ale to nie z moim rowerem KROSS Trans jest problem. Coś jednak ewidentnie nie gra i jedzie się potwornie ciężko. Jakby ktoś usiadł mi na bagażnik. Tego dnia chciałem dojechać na nocleg do jeziorka położonego na wysokości 4840m, n.p.m. A teraz modlę się, aby chociaż do 4340m dociągnąć, tak aby na jutro zostało nie więcej niż 1000m podjazdu w pionie – opisuje Korzonek. – Następnego dnia ruszam przed godz. 8 Jedzie się nieco lepiej, ale szału nie ma. W końcu odkrywam o co chodzi. Otóż drogę na Chang La od północnej strony poprowadzono dnem doliny rzeki, bez tradycyjnych serpentyn wijących się po zboczu. Są tylko na początku i w końcówce. Z tego powodu droga jest bardziej stroma, co potwierdzają miejscowi. W połączeniu z brakiem tlenu powoduje to, że powyżej wysokości 5000 metrów staram się czasem ujechać chociaż 5metrów w pionie i musze stanąć, aby złapać oddech. Khardong La to przy tym pestka! – tłumaczy globtroter.

 

Koszmarny podjazd skończył się o godzinie15.30, gdy wykończony fizycznie i psychicznie śmiałek odmeldował się przy tablicy „Chang La -5360m”. Drugi pięciotysięcznik zdobyty na rowerze! Tak jak to już się wcześniej zdarzyło znowu nie mógł opędzić się od turystów obejmujących go do zdjęcia.

 

– Robi się tak zimno, że pierwszy raz ubieram polar, kurtkę i długie rękawiczki. Zjeżdżam 10 km po szutrowej trudnej drodze do bezpiecznej wysokości 4700m n.p.m., gdzie rozbijam namiot. Następnego dnia zjeżdżam kolejne 30 km do drogi Leh-Manali i kolejne 35 km w dół rzeki Indus do Leh, gdzie odpoczywam jeden dzień.Przede mną ostatnia część wyprawy, czyli prawie 500 km słynnej drogi Leh-Manali, z pięcioma przełęczami, z czego dwie o wysokości ponad 5000 m. n.p.m. – mówi niezmordowany obieżyświat.

 

Ten podróżnik znajduje się w Indiach od 16 sierpnia i w planach ma pokonanie słynnej, ekstremalnie niebezpiecznej wysokogórskiej drogi Manali-Leh w regionie Ladakh, mierzącej 480 km długości. Znajduje się na nich wiele przełęczy, w tym 5 najwyższych na świecie o wysokości od ok. 4000 m do ponad 5300 m n.p.m.  Łącznie, licząc wysokie podjazdy, w ciągu 36 dni podróży musi pokonać dystans ponad 1000 km. Bez żadnego wsparcia i nocując za każdym razem w namiocie. Dla rowerzysty, walczącego z mocno rozrzedzonym powietrzem tej okolicy nazywanej powszechnie Małym Tybetem, to tak ambitne wyzwanie jak dla himalaisty zdobycie ośmiotysięcznika. Wrocławianin wsiadł na trekkingowy model KROSS Trans 11.0, który dociążył ponad 30-kilogramowym bagażem, nie zapominając o panelu słonecznym i potężnych zapasach wody. Finał jego podróży ma nastąpić 20 września.

Całą wyprawę Kross The Himalaya 2018 można śledzić na oficjalnym profilu podróżnika na Facebooku, a jego bieżące położenie pod linkiem: https://tiny.pl/gvpxw. Więcej informacji o jego przygodach w najbardziej niebezpiecznych zakątkach świata znajduje się na stronie http://korzonek.info.

biuro@grupandt.pl

Review overview
NO COMMENTS

POST A COMMENT